30
gru
11

Do zobaczenia za rok!

Nadejszła wiekopomna chwila… To był dobry rok. Mimo szalejącego franka, kryzysu globalnego i wałbrzyskiej padaki lokalnej udało się dotrwać do końca, ba! spłacić dwa leasingi i nawet szczególnie dużo nie dołożyć do interesu. Plecak fotograficzny rozrósł się do nieprzyzwoitych rozmiarów, stając się stojącym w kącie memento, powtarzającym „fotografuj, fotografuj…”.
Dużo czasu spędziłem w górach. W naszych Sowich, Wałbrzyskich, w Karkonoszach… a latem, po dziesięciu prawie latach rozłąki, Tatry chwyciły mnie w ramiona. Jesienią z liśćmi spadały z drzew nutki fantastycznej muzyki, a ja tarzałem się w niej, granej na żywo, bez opamiętania.
Grania na żywo było w tym roku w ogóle bardzo dużo. Byli górale, był Dżem symfonicznie, była Susanna Baca, Bregovic z chórem zespołu Śląsk. Byli cyganie z Rumunii… i jeszcze dużo, dużo więcej.
Mnóstwo ludzi przeszło obok mnie. Na niektórych zupełnie nie zwróciłem uwagi, wielu z nich nie zwróciło uwagi na mnie. Ktoś został na dłużej.
Ot.. i minął rok. Do zobaczenia za rok…

i na koniec…:

„Wybaczcie autorowi że, spartaczył tu nie mało
lecz nawet panu Bogu też nie wszystko się udało….

Do zobaczenia więc za rok, w o wiele lepszym świecie,
życzę wam szczęścia, Mazel Tov!, w końcu nadejdzie przecież.
Do zobaczenia więc za rok w o wiele lepszych czasach,
na dobry los czekajmy bo już go ktoś lei dla nas!”

21
gru
11

Marketingowcy

Wczorajsze pokłosie do mini „corporate-shooting” w Termet S.A. Korporacja korporacją, a trochę śmiechu na koniec nikomu jeszcze nie zaszkodziło…

10
gru
11

Bouldering – fotografujemy z Ziutką w Klubie Jaskiniowym

Za Wikipedią: Bouldering (z ang. boulder – głaz) – wspinaczka po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez użycia asekuracji liną. Sportowy charakter boulderingu wiąże się z częstymi, zazwyczaj niekontrolowanymi odpadnięciami od skały, stąd też podstawową metodą asekuracji jest stosowanie tzw. crashpadów, czyli przenośnych materaców oraz pomoc tzw. spottera, czyli partnera, który pomaga w kontrolowaniu lotu, zabezpieczając górną część ciała przed bezpośrednim uderzeniem o ziemię.

Zadzwonił Budyń z zajawką o zawodach. Plany na dziś straciły zupełnie na aktualności, zabraliśmy więc z Ziutką graty i pojechaliśmy do Klubu popstrykać wariatów łażących po ścianach. Wszechobecna, unosząca się w powietrzu magnezja, połamane posklejane palce, powybijane barki… Moje dziecko odnalazło się doskonale – fotograficznie – bo ganiała z aparatem, a od kiedy dwa lata temu pierwszy raz wdrapała się na skałkę w Pełcznicy, na samo wspomnienie o wspinaniu się podskakuje z radości…

***

08
lis
11

Na chwile przed zachodem

Sudety. Tak bardzo stare i tak bardzo niedocenione. To, co zostało tu po Niemcach, to zaledwie ogryzek dawnej świetności, a i tak zostawiają daleko inne masywy w Polszy. Pełne tajemnic, zagadek, legend. W porównaniu z Beskidami czy Bieszczadami puste przez cały rok, a teraz, jesienią – wyludnione. To tu ciągle jeszcze spotkać można schroniska tak małe, że kuchnia i jadalnia tworzą jedno, a kury i kozy żyją w leniwej symbiozie z turystami.
5 listopada o zachodzie słońca, Zygmuntówka.

30
paź
11

Luna Ad Noctum

Było zimno. Bardzo. Zimne, niedające ciepła słońce wisiało jeszcze nad górami, kiedy dojechaliśmy na umówione miejsce.

Umówmy się. Muzyka panów z Luna ad Noctum z krainą łagodności ma niewiele wspólnego. Cudne, ciepłe, złoto-brązowe popołudnie trzeba było ubrudzić zimnym, trupim światłem. Jako tło sesji wykorzystaliśmy dekorację filmową rozstawioną w ruinach walimskiej fabryki lnu – tej samej, w której kilka tygodni temu fotografowałem Kasię. Więcej o zespole Luna Ad Noctum można przeczytać tu: http://www.lunaadnoctum.com/pl/news

17
paź
11

Na gruzach…

Pomysł na portret był jasny od początku – zdjęcie musiało być zrobione w plenerze, na gruzowisku, w środowisku naturalnym, można powiedzieć, dla działań w jakich operuje Katarzyna i jej pies. Problemem pozostawało odnalezienie odpowiedniego miejsca. Sobotnie popołudnie spędziliśmy więc z Kasią i Jadźką (znaczy jej psem), błąkając się po okolicznych ruinach i zwaliskach – aż trafiliśmy na zapomnianą, położoną na uboczu cześć walimskiej fabryki lnu. Jeden rzut oka na fasadę starej, spalonej kamienicy – i zapadła błyskawiczna decyzja – Tu! Jakież było jednak nasze zdziwienie, kiedy obeszliśmy kamienicę od tyłu…

Chciałem pokazać Kasię pod koniec długiego dnia ciężkiej, wyczerpującej fizycznie i psychicznie pracy. Poza modelką potrzebowałem ostrego, ciepłego, niskiego światła zachodzącego słońca. To jednak przed momentem schowało się za wzgórzem. Pech. Nie podupadłwszy na duchu wyszedłem z założenia, że jeśli słońca nie ma – trzeba je zaświecić. Oświetliłem więc Kasię daleko odsuniętą lampą z założonym gelem 1/3 C.T.O.. Takie ustawienie dało ostry, mocny cień – dokładnie taki, jaki daje zachodzące słońce. Drugą lampą z pełnym C.T.O. oświetliłem ścianę kamienicy. W ten sposób powstał blik ostatnich promieni zachodzącego słońca.

Warto powiedzieć kilka słów o samej jednostce OSP, w której Katarzyna służy.
Ochotnicza Straż Pożarna – Jednostka Ratownictwa Specjalistycznego jest pierwszą na Dolnym Śląsku i jednocześnie największą w południowo-zachodniej Polsce jednostką specjalizującą się w poszukiwaniu osób zaginionych przy użyciu psów ratowniczych certyfikowanych przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy służący w niej są przeszkoleni m.in. z zakresu ratownictwa medycznego oraz ratownictwa wysokościowego. Ratownicy biorą udział w międzynarodowych ćwiczeniach i warsztatach szkoleniowych dla przewodników psów ratowniczych oraz szkoleniach z zakresu ratownictwa medycznego. Więcej informacji o formacji: http://www.jrs.wroclaw.pl

28
wrz
11

Mali karatecy

17
wrz
11

Transmiter – all tha way from China

Rzuciłem na pożarcie chińskiemu smokowi sto dolców. Niby żaden majątek, ale jedynym śladem jaki po kasie został było potwierdzenie przelewu gdzieś na konto w Hong-Kongu. Myślę, że kiedy podjąłem decyzję o kupnie u kitajców to podświadomie przeznaczyłem te kasę na straty. Kiedy więc przedwczoraj poczta polska dostarczyła przesyłkę prosto z Hong Kongu to łoskot spadającego z serca kamienia był równie głośny co świst wciąganego ze zdziwieniem powietrza… :) Jest. Wszystko elegancko zapakowane, zabezpieczone. Wykonanie transmitera naprawdę mnie zaskoczyło. Żadnej tandety, niedopasowanych czy luźnych elementów, zadziorów czy tandetnego plastiku.
Kilka dni temu przyszła zamówiona w amerykańskim Amazonie książka Joe McNally’ego LIFE. W Empiku pod domem amerykańskie wydanie kosztuje 89 zł. Ze Stanów, z przesyłką, wysłane DHL-em – 23 USD – 69 zł. Jak wszyscy zaczną kupować za granicą i pies z kulawą nogą nie pokaże się w polskich sklepach, to może nasi dystrybutorzy pokapują się, że pogięło ich chyba z wysokością cen.

15
wrz
11

Tatry w blasku księżyca…

W zasadzie to nie chciało mi się wychodzić. Do Stołowego przyjechaliśmy z Krakowa dość późno, Teresa przywitalła nas kolacją i rozleniwiła winem… i gdyby nie to, że wyszliśmy z Mirkiem do samochodu po rzeczy to nie zrobiłbym tego zdjęcia. Ale kiedy już ruszyłem dupe, to widok tatr zalanych księżycowym blaskiem powalił mnie na kolana… Przedstawiam więc marną namiastkę tego co zobaczyłem letnią nocą ze Stołowego, z domu Skupniów-Stoseli.

07
wrz
11

Dawno temu nad morzem

Dawno temu – wczoraj, a może przed 20 laty – sam już nie wiem kiedy to było… Wspomnienia, tysiące obrazów, tych, które wciąż w sercu mam. W westchnieniu chwila zaklęta, mogłaby wieczność trwać. Nikt tego dziś już nie pamięta…
Cypel półwyspu helskiego, dawno, dawno temu.





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.