Pięć miesięcy prawie bez aparatu to pół roku jak bez ręki. Na szczęście po półrocznej przerwie znów na wozie… Cudna “trzydziestka” pali w ręce i zachęca do pstrykania. A tygodniowa przerwa w pracy, w ramach najdłuższego weekendu nowoczesnej Europy sprzyjała swobodnemu przemieszczaniu sie to tu – to tam… a i rzeczy do pokazania było całkiem sporo.
—————————————–
Rozpoczęło się tradycyjnym, pierwszomajowym pochodem w Srebrnej Górze. Tłumy dzikie rozbawionej młodzieży sławiącej imię naszej socjalistycznej ojczyzny zebrało się aby pieśnią i pląsem uczcić święto światowej klasy robtniczej.
Jak na każdej liczącej się paradzie nie mogło zabraknąć demonstracji siły.
Orkiestra górnicza zagrała zadzierżyście i z przytupem, porywając za sobą dziki, rozentuzjazmowany tłum…
fiu fiu…. nie wiadomo co bardziej godne zainteresowania – “szkiełko” czy właścicielka szkiełka..
Kiedyś spotykany na każdej niemal wałbrzyskiej ulicy – dzić – traktowany jak eksponat muzealny, albo co gorsza – kuglarz i przebieraniec.
Lenin zawsze żywy – choć w głebokiej konspiracji – ciągle patetyczny.
Priwiet! Ja was toże pazdzdrawliaju!
Kapitan As i ożywiony symbol radzieckiej kinamatografii – chłoporobotnik i kołchoźnica…
Czerwony Baron – krwistoczerwony trabant – chwała niemieckiej myśli technicznej!
Na całej trasie przemarszu pochodu światujących witały tłumy!
Emerytowany oficer milicji obywatelskiej – niczym kapitan Żbik ostatni może już raz oddał salut.
Na ulicę śwętować wyszły też kobiety ze srebrnogórskiego regimentu ciężkiej artylerii
Hej młody junaku smutek zwalcz i strach!… Ech OHP!
Niecodzienna to gratka “pstryknąć” tak cudnie udekorowaną Królową
Szos.
Marsz ku nowej, świetlanej przyszłości… !!!




