
Zobacz pełną galerię.
Patrząc od strony kibica, rajdy samochodowe to najnudniejsza dyscyplina sportu jaką tylko można sobie wyobrazić. Najpierw jedziesz nie wiadomo dokąd, przez miejsca zapomniane przez Boga i ludzi, potem, w plusze, deszczu i wietrze walisz z buta dwa kilometry, żeby zająć pozycję bardziej lub mniej strategiczną, odpowiednia do oglądania kalejdoskopu potencjalnych dawców organów. Słuchasz rozgorączkowanych rozmów podnieconych gapiów, opowiadających jak to ten przyciął tor a inny za to wyhaczył gume… wreszcie słychać mrożący w żyłach ryk pięciuset koni mechanicznych i przed nosem przelatuje ci coś…. nie wiem co, nie zdążyłem zauważyć. Ułamek sekundy i pełne podniecenia i zachwytu szepty “ja pierdole…., ale przyciął!” Nie wiem co, kto i komu przyciął… chyba mowa o kierowcy tego czegoś co przeleciało kolo mnie z prędkością światla. I tak 10 razy. Gwizdek, ryk i szepty… gwizdek, ryk i szepty… Kiedy po 10 minutach wciągnąłem sie w klimat i sam zacząłem “japierdolic”, okazało się, że odcinek sie skończył i po imprezie. I znów z buta 2 kilometry.