Portal nasza-klasa.pl czyni cuda. Do takiego wniosku dochodzę prawie co wieczór od dwóch czy trzech miesięcy, kiedy to logując się na strony naszej-klasy dowiaduję się, że jestem czyimś znajomym. Codziennie widzę wiadomość “X zaprosił cie do grona znajomych”. Przecieram oczy, kurcze - albo widziałem człowieka raz w życiu, albo w ogóle nie kojarze kto to, albo mijam na ulicy od lat kilku, parwie jak zupełnie obcą jednostkę… a tu nagle zaproszony do listy znajomych…
OK - nie ma sprawy - jestem jednostką stadną, lubię poznawać ludzi, urazy (jeśli takowa się zdarzyła) w sercu nie hoduję. Odpisuję więc, w nadziei, że rozdmucham ogień znajomości wygasły dawno temu… jeśli nawet nie ogień, to choćby iskrę wykrzesam. W odpowiedzi nic. Cisza. Wygląda na to, że zostałem łaskawie dodany do listy znajomych i to wszystko, na co moge liczyć. Na pytanie “co słychac?” (idiotyczne zresztą, biorąc pod uwagę, że nie widziałem ludzi często lat kilka lub kilkanaście nawet)… rzuci ktoś zdawkowo 2 słowa. Znaczy nic nie słychać. Kurcze. Może pytając “co słychać?” trafiłem kulą w płot, bo człowiek od 3 lat głuchy??? I tak wszyscy??? Nie wierze. Czasem wróci na odwal się napisana odpowiedź “SPOKO”. No jeśli spoko, to super.
Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, zbieractwo było w modzie. Zbierało sie znaczki, widokówki, puszki po piwie. Dziś można kolekcjonować znajomych. I chwalić się nimi… albo ich liczbą. Podtrzymywanie znajomości, rozmowa nie mają żadnego znaczenia. Spotkania, wspólne spędzenie czasu to przezytek. Ograniczamy sie do przypięcia szpilką zdjęcia na ścianie. Patrzcie ludzie! Mam 294 znajomych! A wy?? 20?? hehehe!!! Lipa, Panie, lipa!!! … I co z tego, że z dwustu sześciesięcioma nie zamieniło się nawet słowa od 20 lat, a z połową pozostałych widziało tylko dwa razy w życiu i nie planuje więcej… To nie ma najmniejszego znaczenia. Sztuka jest sztuka.




