Archiwum dla luty, 2008
Zimowy wyjazd na Śnieżkę
Taka była pogoda | Tak sie bawiliśmy
Miało być słońce. Miały być lekkie chmurki… miał być przecudny wschód słońca u podnóża Świętej Góry Śląskiej. Tyle accuweather.com. Już kiedy dojeżdżaliśmy do przełęczy Okraj czułem, że coś jest nie w porzadku. Może dlatego, że przedzieraliśmy się przez chmury, a widoczność spadła do półtora metra? A może dlatego, że pogoda pozbawiła mnie jedynego argumentu, którym przekonywałem współtowarzyszy podróży do zerwania się skoro świt i gnania bez opamiętania w zimowe Karkonosze?
Wielkie podziękowania “Ekipie śnieżnikowej” za cynk o spotkaniu.
Przy okazji. Jeśłi ktoś planuje nocleg w schronisku Dom Śląski na Równi pod Śnieżką - odradzam. Schroniska bardziej parchatego, syfiastego, pełnego gburowatych pracowników, gdzie podają piwo grzane w samowarze, w którym przez cały dzień podgrzewano zupę jarzynową, nie widziałem już dawno.
Telekamery 2007
Paweł Małaszyński zdobył telekamere w kategorii najlepszy aktor. Podziękował znajomym, dzieciom, swojej żonie… i swojemu kochankowi. Prawda czasu - prawda ekranu.
I tylko mi kotleta brak…


Marcia Leone. Kim jest Marcia Leone? Na to pytanie nie potrafią odpowiedzieć nawet google. Brazylijka australijsiego pochodzenia (szczeście, że nie Argentynka niemieckiego pochodzenia…), gwaizdeczka tajlandzkiej i australijskiej sceny jazzowej… a może awangardowego, kulinarnego odłamu tychże. “Wolowina w ciecie na otro raz!!!!” a do tego Marcia… mogę to sobie bez problemu wyobrazić.
Kolacja czy bankiecik z taką muzyczką byłyby z pewnością udanymi imprezami. Marcia ma niewątpliwą szansę szybko powędrować na szczyt list najbardziej wziętych muzyków weselnych tego kraju. Ale co to ma wspólnego z jazzem? Nie mam pojęcia. A już zupelnie nie kumam idei występu Marcii Leone w ramach Świdnickich nocy jazzowych. Młodzi muzycy na start (no dobra - bez tego młodzi), szansa na sukces, idol… Ale stawiać Marcie Leone w jednym szeregu z takimi sławami jak Makowicz, Bem, Miskiewicz i Miskiewiczówna, Napiórkowski, Nahorny, Urbaniak i mnostwo innych muzyków z najwyższej półki to chyba lekkie przegięcie.
Gdyby koncert odbył się nie w sali teatralnej, a w klubie Bolko, jak to onegdaj bywało - może mój odbiór byłby całkiem inny. Piwko, jedzonko, pewnie i tańce byłyby… człowiek mógłby się czymś zająć, Marcie taktując jak tło, ozdobnik, dopełnienie wieczoru. A tak… szkoda gadać.