Pierwszy raz fotogarfowałem imprezę, po nowemu zwaną Adventure Trphy, czyli Rajd Przygodowy, jak powiedziałbym za moich młodych lat. Organizacyjnie poległem w 100%. Jeśli chodzi o rajd, to przejechałem samochodem prawie 100 km motając się i szukając punktów kontrolnych, na których okazywało się, że najbardziej spektakularną rzeczą jest nieustanny i nieubłagany upływ czasu. Dobił mnie punkt w raiderze opisany jako przeprawa przez rzekę. Kiedy odnalazłem go na mapie, pokonałem kolejno drogi 12, 14 i 19 kolejności odśnieżania, nie urwałem resztek zawieszenia na polnej, składającej się w połowie z kamieni i błota drodze okazało się, że rzeczona przeprawa to leniwie płynący strumyczek 4 metrowej szerokości, głęboki na 10 cm, który zawodnicy pokonali jak większą kałużę. Z fotograficznego punktu widzenia - nuda i dłużyzna. Słonko, śliczna pogoda… Poleżałem 4 godziny nad jeziorem czekając na “swoich”… i tyle byłoby z przygody.
Pozdrowienia dla Przemka z portalu sobótczańskiego, ekipy foto i dziewuszki z Krakowa poznanych “u przeprawy” - hehehe - czasoumilaczy i wpółtowarzyszy w trwaniu nad jeziorem. Odezwijcie się na gg jeśli jakimś sposbem uda wam się trafić na te stronę.




