
Archiwum dla sierpień, 2008
Agnieszka
Basia Stępniak-Wilk

Zagórze Śląskie




Sesja sprzed 12 lat
12 lat temu sierpień był równie upalny jak tego roku. W piątek popołudniu zadzwonił Maciek Hnatiuk, że ma do “zrobienia” komplet ubrań roboczych. Czas realizacji – za piętnaście minut. Zapowiadał się bardzo wesoły wieczór.
Fotografowaliśmy do późna w noc. Upał był nieznośny, okna w pracowni Maćka mieszczącej się na 11 piętrze wieżowca na Piaskowej Górze pootwierane były na oścież, najmniejszy nawet podmuch wiatru nie poruszał powietrza. Pot ściekał ciurkiem po karku i plecach, kiedy przebieraliśmy w kwasoodporne, filcowe kubraki. Kręciło się w głowie od gorąca, piwa, zabawy…
Odkopałem dziś te fotki, robiąc porządki w archiwum.. z kilkunastu wzorów ubrań zostało tylko kilka – kiepściutkiej jakości – skanowane to było na jakimś Horizonie Agfoskim z początku lat 90., który nie za dobrze radził sobie z materiałami transparentnymi… ubawiło mnie wspomnienie tamtej gorącej, beztroskiej, sierpniowej nocy.


Beata – czyli bajm do kotleta
Beata K., czyli nasza rodzima Wojownicza Księżniczka Xena, zagrała cieniutki jak postny barszcz koncercik w przeuroczych okolicznościach miejscowej przyrody. Nieprzebrane tłumy od wczesnego popołudnia ciągnęły za stajnię i hotel Dworzysko, pod Chełmiec, mijając pietrzące się 3 tony końskiego gówna, których gospodarze terenu nie uznali za stosowne usunąć, malowniczo przykryte (dla niepoznaki), czarna folią, którą skoncentrowany smród łajna nadymał niczym wodór Zeppelina.
Podobno nie wolno było fotografować… Ja czas przed koncertem spędziłem kolo namiotu ze skwierczącą nad żarem padliną, całkowicie pochłonięty nierówną walką z głodem oraz znikającym z plastikowego kubka, w tempie iście kosmicznym, piwem. Komunikat o zakazie fotografowania umknął tedy mojej uwadze. Zresztą może wcale go nie było? Zanim więc ochrona, tym razem działająca napradę wyjątkowo sprawnie, wyciągnęła mnie za kołnierz i odciągnęła daleko od sceny, udało mi się pstryknąc kilka całkiem zgrabnych fotek.
Zresztą co tam. Sądząc z tego, co widziałęm, zakaz nie dotarł, albo zwyczajnie nie zrobił żadnego wrażenia na większości ludzi pod sceną – żenujące to widowisko uwiecznione zostało więc na conajmniej kilku tysiącach aparatów, komórek czy tez innego rodzaju urządzeniach rejestrujących.
Żeby nie było, że wszystko be. Piwo było tanie, karczek przyzwoicie wypieczony, słońce cudnie grzało – a skwar schłodziły wielkie jak grochy krople deszczu, które spadłu nie wiadomo skąd (pewnie z nieba, choć chmury deszczowe jakieś takie wątłe były). Sama Beata co to swoje lata ma, ale w parze z keyboardzistką i chórzystkami tworzyły naprawdę całkiem milutki dla oka obrazek.





