05
wrz
09

Dni Wałbrzycha – Zakopower


Zakopower umknął mojej uwadze… znaczy nie tak, żebym nie wiedział cóż zacz. Ot – nie poświęcałem mu jakoś zbytniej uwagi. Traktowałem tę kapele trochę jak kolejny odłam pseudo góralskiej pop kultury, “Golcizny”, jeśli można tak rzec. Ot takie krupówkowe granie pod “warszawkę”. Zdecydopwanie wolałem Trebunie-Tutki czy DePress.

Pierwszy raz na dłużej skupiłem na nich uwagę w zeszłym roku, przy okazji festiwalu opolskiego, a raczej wielkiej obsuwy TVP na tym festiwalu. Nie tyle ich muzyka mnie zainteresowała, co zachowanie Sebastiana Karpiela-Bułecki, który z wdziękiem godnym górala, w sposób niezbyt nawet zawoalowany, powiedział organizatorom tej farsy, żeby go pocałowali w dupę. Jeśli nie pamiętacie o co poszło – tu możecie poczytać.

Zakopower w jakiś sposób skumał się z Pospieszalskimi. Nie to, żeby mnie to zdziwiło – Pospieszalscy wydają się być w każdym niemal rozsądnym projekcie muzycznym w tym kraju, co biorąc pod uwagę mnogość rodziny P. zupełnie nie powinno dziwić. A że skumanie z Pospieszalskimi prędzej czy później skutkuje bardzo rzetelnym graniem – powstała Salomanga. Salomanga jest genialna, ale Omniris Casuso Toledo, która robi tam chórki,  kładzie mnie na łopatki. Do tego Mateo na saksofonie.. ech.

Koncert Zakopowera miał być jedną z niewątpliwych atrakcji rozpoczętych wczoraj Dni Wałbrzycha. Choć nazwa “Dni Wałbrzycha” od kilku lat co raz bardziej wydaje mi się być przesadzoną. Bo jakie to dni Wałbrzycha, kiedy publiczność skłąda się w zdecydowanej większości z pijanych (nie podchmielonych, nie wypitych i nie “po piwie”! – tylko PIJANYCH, zataczających się i rzygających sobie pod nogi) nastolatek oraz kryjącej się po kątach, zbierającej się w grupach po 5, policji. W pewnym momencie miałem wrażenie, że jestem na długiej przerwie na boisku gimnazjalnym.

Koncert atrakcją miał być. Może i był – w końcu jaki target – takie granie. Zespół przyjechał w składzie okrojonym, chłopaki grali jakoś tak…. jakby byli po 12 godzinach jazdy z drugiego końca Polski… i pewnie byli. Nie było Kubanki, nie było Pospieszalskich. Było… zwyczajnie. Festynowo. Ot takie granie do kotleta… czy raczej do kiełbasy z grilla.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów Dni Wałbrzycha nie otwierał, błyskając białym zębem spod czernionego wąsa, prezydent miasta. Czyżby bał się spojrzeć w oczy ludziom, którym zaserwował w środku miasta, 100 m od kuchni, pokoików dziecięcych i sypialni – składowisko azbestu i odpadów niebezpiecznych…?  Zamiast niego impreze otwierał Artur Wylandowski – następny as wałbrzyskiego magistratu – autor konkursu na maskotkę miasta skierowanego do… młodzieży szkół podstawowych i gimnazjów… – nie wierzycie?? – to przeczytajcie.. W jakim mieście ja zyję????


2 Odpowiedzi do “Dni Wałbrzycha – Zakopower”


  1. 1 Ola
    5 Wrzesień 2009 o 8:53 am

    Zakopower nie przyjechało w okrojonym składzie :) Na dvd występują zaproszeni specjalni goście, którzy nie jeżdżą na regularne koncerty. A Pospieszalskich nie zabrakło – na saksofonie grał przecież Marek Pospieszalski :) Pozdrawiam.

  2. 2 dziewczynka
    12 Lipiec 2011 o 7:13 pm

    Chyba teraz zmieniłeś już zdanie o ich graniu?:)
    Polecam Salomangę na DVD:) to dopiero jest basamteremte!:)


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.