Archiwum autora dla Jacek, Karlos van der Zych

22
maj
12

Ziutka w nowym studio

Pierwsze fotki w nowym studio – i oczywiście Młoda – bo i któż by inny. :)

05
maj
12

Rowerowo przez Jurę

Powiedzmy sobie szczerze. Jura to nie Alpy, szczególnej filozofii w przejechaniu tego zakątka Polski na rowerze nie ma. Jura ma jednak w sobie coś wciągającego. Ruiny zamków i formacje skalne wyrastające nagle spośród piaszczystych łach porośniętych lasami bukowymi i sosnowymi… wolne przestrzenie, pustynie (no dobra – z nazwy jedynie tylko, bo to porośniętymi karłowatymi świerczkami albo sosenkami łachy piachu wielkości sporego boiska piłkarskiego typu Orlik…) Tak czy owak moaj wycieczka przerwana została przez deszcze i burze, które akurat w tym okresie postanowiły przetoczyć się nad Jurą i Górnym   Śląskiem. I o tyle, o ile jazda i fotografowanie tuż przed i po burzy ma jakiś urok i dreszcz emocji, tak przedzieranie sie przez ścianę deszczu jest dla mnie zupełnie bez sensu. Zjeździłem więc tylko północną część Jury, zwiedzanie południowej części krainy – czyli Ojcowa i okolic zostawiwszy na inny termin – coś mi chodzi po głowie jesień???

Ruiny zamku w Mirowie.

W przydrożnym zajeździe pod Olsztynem (nie mylić z tym na Mazurach… oj, przepraszam… Warmii) – generalnie chodzi nie tyle o kostkę czy barierkę, ba! nawet nie o kawałek przecudnej urody stojaka stalowego,  a o ulewę, która wespół-zespół z burzą zaskoczyła mnie nagle i niespodziewanie.

Widok ze wzgórza zamkowego w Olsztynie. Burza już przeszła, ale ciągle popadywało – co widać po zasmarkanym deszczem obiektywie.

Bobolice – zamek

U podnóża zamku w Bobolicach – jak widać nie tylko w Stanach są skałki typu Mesa Arch…:)

05
maj
12

Pochód Srebrna Góra 2012

Tradycyjnie, jak co rok, zameldowaliśmy się rodzinnie w biurze Komitetu Centralnego Zjednoczonej Rewolucyjnej Partii Srebrnogórskiej, żeby swoją obecnością uświetnić obchody  Święta Pracy. Wespół z setkami towarzyszy i towarzyszek przybyłych na te uroczystość z całego kraju pieszo, konno lub zmotoryzowanie daliśmy się ponieść rewolucyjnej idei zamiany świata dobrego na ten jeszcze lepszy. Towarzysze meteorolodzy odpowiedzialni za pogodę stanęli na wysokości zadania i na wszystkich odcinkach dali przykład swoich wysokich kompetencji w zarządzaniu aurą, która czując podniosłą chwilę zalała Stolicę Rewolucji falą upału, na koniec oddając honorową salwę burzową na cześć towarzyszy organizatorów.

dop. cenz.: Materiał został dopuszczony do emisji przez Wydział Kontroli Publikacji ZSRS. NALEŻY OGLĄDAĆ Z DŹWIĘKIEM.

05
maj
12

Wracam!

Po pól roku rozterek, wahań i zasatanawiania się, czy wybrać facebook zupełnie i zrezygnować z prowadzenia bloga do szedłem do wniosku, że korporacja fejsbukowa nie jest warta tego, żeby rezygnować dla niej z prowadzenia swojego własnego kącika w sieci. Facebook oczywiście pozostanie swego rodzaju tablicą informacyjną i miejscem do szybkiego notowania i powiadamiania, jednak główny nurt płyną będzie przez jacekzych.pl – a nie przez “fejsa”.

Miło mi, że ciągle jeszcze zaglądacie tu – czasem pewnie przez przypadek, czasem jednak, jak pokazują statystyki – świadomie. Zabieram się do pracy i nie pozowolę Wam zbyt długo czekać na kolejne wpisy.

Czuwaj!

30
gru
11

Do zobaczenia za rok!

Nadejszła wiekopomna chwila… To był dobry rok. Mimo szalejącego franka, kryzysu globalnego i wałbrzyskiej padaki lokalnej udało się dotrwać do końca, ba! spłacić dwa leasingi i nawet szczególnie dużo nie dołożyć do interesu. Plecak fotograficzny rozrósł się do nieprzyzwoitych rozmiarów, stając się stojącym w kącie memento, powtarzającym “fotografuj, fotografuj…”.
Dużo czasu spędziłem w górach. W naszych Sowich, Wałbrzyskich, w Karkonoszach… a latem, po dziesięciu prawie latach rozłąki, Tatry chwyciły mnie w ramiona. Jesienią z liśćmi spadały z drzew nutki fantastycznej muzyki, a ja tarzałem się w niej, granej na żywo, bez opamiętania.
Grania na żywo było w tym roku w ogóle bardzo dużo. Byli górale, był Dżem symfonicznie, była Susanna Baca, Bregovic z chórem zespołu Śląsk. Byli cyganie z Rumunii… i jeszcze dużo, dużo więcej.
Mnóstwo ludzi przeszło obok mnie. Na niektórych zupełnie nie zwróciłem uwagi, wielu z nich nie zwróciło uwagi na mnie. Ktoś został na dłużej.
Ot.. i minął rok. Do zobaczenia za rok…

i na koniec…:

“Wybaczcie autorowi że, spartaczył tu nie mało
lecz nawet panu Bogu też nie wszystko się udało….

Do zobaczenia więc za rok, w o wiele lepszym świecie,
życzę wam szczęścia, Mazel Tov!, w końcu nadejdzie przecież.
Do zobaczenia więc za rok w o wiele lepszych czasach,
na dobry los czekajmy bo już go ktoś lei dla nas!”

21
gru
11

Marketingowcy

Wczorajsze pokłosie do mini “corporate-shooting” w Termet S.A. Korporacja korporacją, a trochę śmiechu na koniec nikomu jeszcze nie zaszkodziło…

10
gru
11

Bouldering – fotografujemy z Ziutką w Klubie Jaskiniowym

Za Wikipedią: Bouldering (z ang. boulder – głaz) – wspinaczka po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez użycia asekuracji liną. Sportowy charakter boulderingu wiąże się z częstymi, zazwyczaj niekontrolowanymi odpadnięciami od skały, stąd też podstawową metodą asekuracji jest stosowanie tzw. crashpadów, czyli przenośnych materaców oraz pomoc tzw. spottera, czyli partnera, który pomaga w kontrolowaniu lotu, zabezpieczając górną część ciała przed bezpośrednim uderzeniem o ziemię.

Zadzwonił Budyń z zajawką o zawodach. Plany na dziś straciły zupełnie na aktualności, zabraliśmy więc z Ziutką graty i pojechaliśmy do Klubu popstrykać wariatów łażących po ścianach. Wszechobecna, unosząca się w powietrzu magnezja, połamane posklejane palce, powybijane barki… Moje dziecko odnalazło się doskonale – fotograficznie – bo ganiała z aparatem, a od kiedy dwa lata temu pierwszy raz wdrapała się na skałkę w Pełcznicy, na samo wspomnienie o wspinaniu się podskakuje z radości…

***

08
lis
11

Na chwile przed zachodem

Sudety. Tak bardzo stare i tak bardzo niedocenione. To, co zostało tu po Niemcach, to zaledwie ogryzek dawnej świetności, a i tak zostawiają daleko inne masywy w Polszy. Pełne tajemnic, zagadek, legend. W porównaniu z Beskidami czy Bieszczadami puste przez cały rok, a teraz, jesienią – wyludnione. To tu ciągle jeszcze spotkać można schroniska tak małe, że kuchnia i jadalnia tworzą jedno, a kury i kozy żyją w leniwej symbiozie z turystami.
5 listopada o zachodzie słońca, Zygmuntówka.

30
paź
11

Luna Ad Noctum

Było zimno. Bardzo. Zimne, niedające ciepła słońce wisiało jeszcze nad górami, kiedy dojechaliśmy na umówione miejsce.

Umówmy się. Muzyka panów z Luna ad Noctum z krainą łagodności ma niewiele wspólnego. Cudne, ciepłe, złoto-brązowe popołudnie trzeba było ubrudzić zimnym, trupim światłem. Jako tło sesji wykorzystaliśmy dekorację filmową rozstawioną w ruinach walimskiej fabryki lnu – tej samej, w której kilka tygodni temu fotografowałem Kasię. Więcej o zespole Luna Ad Noctum można przeczytać tu: http://www.lunaadnoctum.com/pl/news

17
paź
11

Na gruzach…

Pomysł na portret był jasny od początku – zdjęcie musiało być zrobione w plenerze, na gruzowisku, w środowisku naturalnym, można powiedzieć, dla działań w jakich operuje Katarzyna i jej pies. Problemem pozostawało odnalezienie odpowiedniego miejsca. Sobotnie popołudnie spędziliśmy więc z Kasią i Jadźką (znaczy jej psem), błąkając się po okolicznych ruinach i zwaliskach – aż trafiliśmy na zapomnianą, położoną na uboczu cześć walimskiej fabryki lnu. Jeden rzut oka na fasadę starej, spalonej kamienicy – i zapadła błyskawiczna decyzja – Tu! Jakież było jednak nasze zdziwienie, kiedy obeszliśmy kamienicę od tyłu…

Chciałem pokazać Kasię pod koniec długiego dnia ciężkiej, wyczerpującej fizycznie i psychicznie pracy. Poza modelką potrzebowałem ostrego, ciepłego, niskiego światła zachodzącego słońca. To jednak przed momentem schowało się za wzgórzem. Pech. Nie podupadłwszy na duchu wyszedłem z założenia, że jeśli słońca nie ma – trzeba je zaświecić. Oświetliłem więc Kasię daleko odsuniętą lampą z założonym gelem 1/3 C.T.O.. Takie ustawienie dało ostry, mocny cień – dokładnie taki, jaki daje zachodzące słońce. Drugą lampą z pełnym C.T.O. oświetliłem ścianę kamienicy. W ten sposób powstał blik ostatnich promieni zachodzącego słońca.

Warto powiedzieć kilka słów o samej jednostce OSP, w której Katarzyna służy.
Ochotnicza Straż Pożarna – Jednostka Ratownictwa Specjalistycznego jest pierwszą na Dolnym Śląsku i jednocześnie największą w południowo-zachodniej Polsce jednostką specjalizującą się w poszukiwaniu osób zaginionych przy użyciu psów ratowniczych certyfikowanych przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy służący w niej są przeszkoleni m.in. z zakresu ratownictwa medycznego oraz ratownictwa wysokościowego. Ratownicy biorą udział w międzynarodowych ćwiczeniach i warsztatach szkoleniowych dla przewodników psów ratowniczych oraz szkoleniach z zakresu ratownictwa medycznego. Więcej informacji o formacji: http://www.jrs.wroclaw.pl





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.