Archiwum kategorii 'Black&White'

31
lip
11

Deszczowo w Karkonoszach czyli “plener makao” by iPhone

Karkonosze spłynęły wodą. Ukryte za chmurami wyściubiły skrawek nosa i zasmarkały nas deszczem. Plener stracił odrobinę fotograficzny charakter, zamieniając w spotkanie towarzyskie o charakterze makaowym szyderczym. Makao w czasie deszczu – rzecz normalna, za to loża szyderców zwróciła tym razem uwagę na żenujący spektakl pt. Warsztaty obróbki fotografii ślubnej, których mimowolnymi świadkami staliśmy się w sali jadalnej “Strzechy Akademickiej”.

A’propos Strzechy Akademickiej. W rankingu schronisk jego miejsce waha się dramatycznie w zależności od przyjętego kryterium. Pod względem komfortu noclegu – pokoje z łóżkami pamiętającymi pionierów ziem zachodnich i pierwsze wycieczki zakładowe organizowane przez komórki Podstawowych Organizacji Partyjnych plasują Strzechę Akademicką daleko na końcu stawki. Od czasu towarzysza Gomułki poziom schronisk górskich podniósł się zdecydowanie, czego zarządzający Strzechą wydają się nie zauważać. Z drugiej jednak strony…. :) Panie obsługujące za barem rekompensują wszystkie niedogodności noclegowo-toaletowe… Śliczne, więcej niż sympatyczne z uśmiechem zdającym się nie schodzić z ust – zachęcają do ponownych wizyt.

03
lip
11

Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…

14
kwi
11

Gary Thomas

Gary Thomas grał chyba ze wszystkimi, z którymi grać jest marzeniem większości muzyków jazzowych. John McLaughlin, Cassandra Wilson, Wallace Roney, Miles Davis, Steve Coleman… masakra jakaś. U nas towarzyszył Adamowi Pierończykowi w koncercie poświęconym Komedzie.

Nie jestem jakimś szczególnym fanem Pierończyka, Komeda jest dla mnie zdecydowanie za ciężki, wiec mimo, że koncert był naprawdę świetny, wyszedłem odrobinę zmęczony…

A.. jeszcze jedno. Słowo do części osób, które pokazały się dziś na koncercie… w zasadzie nie wiem po co… z ciekawości?? Bo dostały darmowe wejściówki??… Nie ważne. Ludzie! Skoro przyszliście na koncert, zdecydowaliście się ruszyć dupy i zaszczycić artystów swoją osobą, to kurza twarz!!! – nie wychodzcie podczas klaskania. Miejcie odrobinę szacunku dla ludzi, którzy dla was grają. Ja wiem, że po koncercie czy spektaklu być pierwszym przy szatni to jest naprawdę coś… Muzycy nie zdążyli nawet wyjść do pierwszego bisu, kiedy 3/4 widowni zdematerializowała się, jakby siedzenia ich gryzły w dupy. No wiocha, nie ma co gadac.

26
mar
11

Bill Evans

Staroć, ale pasujący do serii. Bardzo lubię te fotografię, która zrobiłem przed bodaj czterema laty, a jakoś nie pokazywałem jej do tej pory. Evans jechał wtedy z Kijowa, samolot z powodu mgły zamiast we Wro wylądował w Poznaniu – i chłopaki gnali na złamanie karku z Wielkopolski na Dolny Śląsk, kontemplując w tzw “cwiszencajcie” uroki polskich dróg… :)

31
sty
11

Hipstamatic by iPhone

Wszystkie fotki bezpośrednio z iPhonea, bez obróbki, wyostrzania heblowania itp. Sama radość takie fotografowanie :) Kolejno od góry: “Truskawkowe pole”, “Sosenka” i “Yeke Yeke”.

13
gru
10

Mokry Kraków

Wystarczyło trochę ponad trzy godziny, żeby w sobotni wieczór znaleźć się na Kazimierzu, w Krakowie, gdzie zadowoleni, uśmiechnięci, z każdą godziną coraz bardziej wylewni ludzie tłoczyli się w małych knajpkach upchanych w obskurnych kamienicach. Im później w noc, tym bardziej wylewność zmieni się w agresję, rozbawione oczy podejdą krwią i ulica Estery spłynie treścią żołądkową wszystkich nacji Europy. Do Krakowa już dawno nie jeździ się szukać spokoju i wytchnienia, tchnienia kultury i powiewu wielkiego świata. Do Krakowa jeździ się na imprezę.

Śniadanie na oszklonym patio “Kolorów” powoli tłumi niemożliwy do zniesienia syndrom dnia poprzedniego – niechybny znak, że wieczór był wyjątkowo udany, godny miejsca. Bułka “watka” i zamarznięta na kość kosteczka masła – zemsta wszystkich hotelarzy świata. Ser, powidła, wędlina. Pozbawione funkcji życiowych kubki smakowe zdają się wracać do formy. Kawa w Alchemii, wielki sagan grzanego wina przyprawionego goździkami i ćwiatką pomarańczy… zawsze ten sam scenariusz. “…30 sekund dzieli jedną od drugiej szklaneczki…” Mózg zaczyna pracować. Znika klamra mieżdżąca skronie. Wielki kawał czekoladowo-wiśniowego tortu przywraca mnie społeczeństwu. Gotów jestem wyjść. Na deszcz, błoto, breję.. 4 godziny po przebudzeniu zaczynam odczuwać potrzebę powietrza.

Kraków płynie błotem i breją pośniegową. W radio zapowiadali intensywne opady śniegu, zawieje i trzaskający mróz. Jeśli jednak tego dnia coś trzasnęło to niestety – tylko prognoza i zamiast tego mamy szary, deszczowy Rynek, jarmark świąteczny, zziębnietych turystów szukających schronienia w Sukiennichach… grupka dziewcząt śpiewa amerykańskie kolędy – co za ironia. Między Silent Night a Jingle bells wplata się niespodziewanie strażak z Kościoła Mariackiego… ratunku!!!! Trzeba wracać!!!

13
gru
10

Stajnia

Zmieniają się czasy, zmieniają się okoliczności przyrody – idea stajni pozostaje niezmienna.

01
lis
10

Zamek Grodziec


27
wrz
10

Deszczowo w skałach

W niedziele z kolegą Kedobem pojechaliśmy bezrozumnie do Skalnego Miasta. Bezrozumnie bo było przeraźliwie zimno, a deszcz w pewnym lał grubym strumieniem. Ręce grabiały, wody nalało mi się do rękawów… tyle, że skały w deszczu piękne jak rzadko kiedy… :)

18
sie
10

Wielka płyta w podczerwieni

EF 50mm, f 11, 5,5 sec., z filtrem infrared.





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.