Archiwum kategorii 'Muzyka'

30
paź
11

Luna Ad Noctum

Było zimno. Bardzo. Zimne, niedające ciepła słońce wisiało jeszcze nad górami, kiedy dojechaliśmy na umówione miejsce.

Umówmy się. Muzyka panów z Luna ad Noctum z krainą łagodności ma niewiele wspólnego. Cudne, ciepłe, złoto-brązowe popołudnie trzeba było ubrudzić zimnym, trupim światłem. Jako tło sesji wykorzystaliśmy dekorację filmową rozstawioną w ruinach walimskiej fabryki lnu – tej samej, w której kilka tygodni temu fotografowałem Kasię. Więcej o zespole Luna Ad Noctum można przeczytać tu: http://www.lunaadnoctum.com/pl/news

28
sie
11

Trebunie-Tutki & Twinkle Brothers

21
sie
11

Czyżykiewicz

Sobotni wieczór spędziliśmy na stoku Lodowiec w Karpaczu słuchając artystów zaproszonych do kolejnej edycji imprezy “Gitarą i piórem”. Gwoździem programu był recital Mirosława Czyżykiewicza. Któż zacz Czyżykiewicz wiem od lat pacholęcych, z drżącymi więc rękoma przeczekałem artystę poetycko teatralnych scen poznańskich, Grzegorza Tomczaka, który z wdziękiem godnym poznańskiego “pyra” uraczył widzów tekstem “Jestem tu pierwszy raz i chyba ostatni”. Szczęście miał ów, że Dolny Śląsk to nie pyrlandia, bo wyłapałby grillowanym ziemniakiem prosto w paszczękę. Po tym barwnym incydencie, jedynym żywszym akcencie tego wieczora słońce zaszło zniesmaczone i pod sufitem gwiazd przyszedł czas na Leszka Wójtowicza, który tradycyjnie uśpił wszystkich monotonnymi, jednakimi w każdym utworze, smutkiem i nostalgią.
I wreszcie wyszedł ON!
Dziś od rana z zainteresowaniem śledzę lokalne, jeleniogórsko-karpackie dzienniki internetowe, spodziewam się bowiem znaleźć tam wzmianki o fali samobójstw, jaka pokoncertowej nocy i następnego ranka MUSIAŁA przetoczyć się po Karkonoszach i okolicach. Usłyszeliśmy historie niespełnionych miłości, zdrad, z rozdartych dusz lawiną wylewały się ból i cierpienie, a piękno świata przygniecione zostało ciężkim głazem trudu istnienia i platonicznych, nieodwzajemnionych miłości. Czyżykiewicz, zdecydowanie bardziej ekspresyjny i żywiołowy od dwóch poprzedzających go artystów razem wziętych, swoim anturażem scenicznym, fizis i ekspresją wyrazu, do czynów tyle śmiałych, co samobójczych, pchnąć mógł najszczęśliwszego z widzów (w rankingu szczęścia i radości brylowali właściciele rozstawionego u stóp stoku ogródka grillowego, którzy kiełbasę, sztuk jednen, o długości nie przekraczającej 10 cm sprzedawali za 12 zeta…). A że jak wiadomo głód częstokroć bywa katalizatorem zdarzeń tragicznych – pewnym jest, że niejeden z oglądających recital Czyżykiewicza na karpackim stoku widzów sięgnął był po najbliższy pod ręką przedmiot mogący skutecznie odciąć mu dopływ powietrza do płuc.
Podsumowując króciutko trzeba przyznać, że z grupą swoich muzyków, których nie do końca potrafił przedstawić, pokazał Czyżykiewicz spektakl barwny, wciągający, nie pozostawiający złudzeń co do klasy artysty. Polecam dla ludzi o silnie rozwiniętej chęci życia.

27
lip
11

Thomas Celis Sanchez

Meksykanin od 15 lat mieszkający w Polsce, jeden z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych przeszkadzajkarzy i bębniarzy w Polsce. Anna Maria Jopek, Raz Dwa Trzy, Martyna Jakubowicz, Wojciech Jagodziński, Zakopower, Jan Trebunia-Tutka… to tylko drobny ułamek artystów, z którymi Thomas koncertował i nagrywał płyty. Do wykonania portretu udało mi się namówić go kilka dni temu w Lubrzy, w studio nagraniowym Recpublica, podczas nagrywania nowej płyty Jana Trebuni-Tutki i zespołu JazGot.

23
cze
11

Zhenya Didic

W Polsce znany przede wszystkim z występów w zespole ¨Haydamaky i projektu Ukrainni, który współtworzyli razem z Wojciechem Waglewskim i VooVoo. Mołdawianin, jeden z najlepszych trębaczy ukraińskich. Żenię poznałem przy okazji projektu “Góry w sercu”,do tórego został zaproszony przez Mirka Kowalika z Raz Dwa Trzy, a który to projekt mam niewątpliwość przyjemność dokumentować od, można powiedzieć, zarania. Bardzo sympatyczny towarzysz biesiad, do którego moja córka zapałała nieskrywaną, odwzajemnioną jak się wydaje, sympatią od pierwszego wejrzenia.


14
kwi
11

Gary Thomas

Gary Thomas grał chyba ze wszystkimi, z którymi grać jest marzeniem większości muzyków jazzowych. John McLaughlin, Cassandra Wilson, Wallace Roney, Miles Davis, Steve Coleman… masakra jakaś. U nas towarzyszył Adamowi Pierończykowi w koncercie poświęconym Komedzie.

Nie jestem jakimś szczególnym fanem Pierończyka, Komeda jest dla mnie zdecydowanie za ciężki, wiec mimo, że koncert był naprawdę świetny, wyszedłem odrobinę zmęczony…

A.. jeszcze jedno. Słowo do części osób, które pokazały się dziś na koncercie… w zasadzie nie wiem po co… z ciekawości?? Bo dostały darmowe wejściówki??… Nie ważne. Ludzie! Skoro przyszliście na koncert, zdecydowaliście się ruszyć dupy i zaszczycić artystów swoją osobą, to kurza twarz!!! – nie wychodzcie podczas klaskania. Miejcie odrobinę szacunku dla ludzi, którzy dla was grają. Ja wiem, że po koncercie czy spektaklu być pierwszym przy szatni to jest naprawdę coś… Muzycy nie zdążyli nawet wyjść do pierwszego bisu, kiedy 3/4 widowni zdematerializowała się, jakby siedzenia ich gryzły w dupy. No wiocha, nie ma co gadac.

07
kwi
11

Wojciech Karolak

Swego czasu Ryszard Szurkowski, zapytany o swoje liczne podróże zagraniczne i o to, co mu najbardziej utkwiło w pamięci odpowiedział “Przednie koło roweru!”. Jestem przekonany, że Wojciech Karolak ze wszystkich sal i miejsc, w których grać mu dane było najlepiej pamięta klawiaturę hammonda…:) I coż z tego, skoro koncert był z rodzaju tych, co to trwają dwie godziny, a człowiekowi wydaje się, że ledwo się zaczął a już się kończy… :)

27
mar
11

Jacek Bończyk

Oj… dawno nie zrobiliśmy takiej loży szyderców jak tego wieczora… :) Dostało się wszystkim po kolei – artyście, znajomym, obcemu panu w płaszczu gestapowskim i znajomemu panu w skórzanej marynarce. Reakcje były różne – od uśmiechniętych twarzy po okrzyki świętego oburzenia… :) Nie obyło się bez harcerskich “opowieści z krypty”, awantury o pizzę, podstępnie wniesioną przez Aldony i wielu innych atrakcji. To był naprawdę udany wieczór. A koncert… no był, choć z żalem muszę przyznać – nie był najmocniejszym elementem tego wieczoru.

26
mar
11

Bill Evans

Staroć, ale pasujący do serii. Bardzo lubię te fotografię, która zrobiłem przed bodaj czterema laty, a jakoś nie pokazywałem jej do tej pory. Evans jechał wtedy z Kijowa, samolot z powodu mgły zamiast we Wro wylądował w Poznaniu – i chłopaki gnali na złamanie karku z Wielkopolski na Dolny Śląsk, kontemplując w tzw “cwiszencajcie” uroki polskich dróg… :)

26
mar
11

Marcin Wasilewski

No i nastapiła chwila, kiedy na piętrze w A’proposClub wysłuchałem koncertu Marcina Wasilewskiego, Sławka Kurkiewicza i Michała Miśkiewicza. Cóż ja mogę powiedzieć? Mnie porwało, ukołysało i przeniosło w świat najdalszy od tego, który za oknem… To tyle… było bomba.. a kto nie był - ten trąba. :)





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.