Archiwum kategorii 'Travel'

05
maj
12

Rowerowo przez Jurę

Powiedzmy sobie szczerze. Jura to nie Alpy, szczególnej filozofii w przejechaniu tego zakątka Polski na rowerze nie ma. Jura ma jednak w sobie coś wciągającego. Ruiny zamków i formacje skalne wyrastające nagle spośród piaszczystych łach porośniętych lasami bukowymi i sosnowymi… wolne przestrzenie, pustynie (no dobra – z nazwy jedynie tylko, bo to porośniętymi karłowatymi świerczkami albo sosenkami łachy piachu wielkości sporego boiska piłkarskiego typu Orlik…) Tak czy owak moaj wycieczka przerwana została przez deszcze i burze, które akurat w tym okresie postanowiły przetoczyć się nad Jurą i Górnym   Śląskiem. I o tyle, o ile jazda i fotografowanie tuż przed i po burzy ma jakiś urok i dreszcz emocji, tak przedzieranie sie przez ścianę deszczu jest dla mnie zupełnie bez sensu. Zjeździłem więc tylko północną część Jury, zwiedzanie południowej części krainy – czyli Ojcowa i okolic zostawiwszy na inny termin – coś mi chodzi po głowie jesień???

Ruiny zamku w Mirowie.

W przydrożnym zajeździe pod Olsztynem (nie mylić z tym na Mazurach… oj, przepraszam… Warmii) – generalnie chodzi nie tyle o kostkę czy barierkę, ba! nawet nie o kawałek przecudnej urody stojaka stalowego,  a o ulewę, która wespół-zespół z burzą zaskoczyła mnie nagle i niespodziewanie.

Widok ze wzgórza zamkowego w Olsztynie. Burza już przeszła, ale ciągle popadywało – co widać po zasmarkanym deszczem obiektywie.

Bobolice – zamek

U podnóża zamku w Bobolicach – jak widać nie tylko w Stanach są skałki typu Mesa Arch…:)

08
lis
11

Na chwile przed zachodem

Sudety. Tak bardzo stare i tak bardzo niedocenione. To, co zostało tu po Niemcach, to zaledwie ogryzek dawnej świetności, a i tak zostawiają daleko inne masywy w Polszy. Pełne tajemnic, zagadek, legend. W porównaniu z Beskidami czy Bieszczadami puste przez cały rok, a teraz, jesienią – wyludnione. To tu ciągle jeszcze spotkać można schroniska tak małe, że kuchnia i jadalnia tworzą jedno, a kury i kozy żyją w leniwej symbiozie z turystami.
5 listopada o zachodzie słońca, Zygmuntówka.

15
wrz
11

Tatry w blasku księżyca…

W zasadzie to nie chciało mi się wychodzić. Do Stołowego przyjechaliśmy z Krakowa dość późno, Teresa przywitalła nas kolacją i rozleniwiła winem… i gdyby nie to, że wyszliśmy z Mirkiem do samochodu po rzeczy to nie zrobiłbym tego zdjęcia. Ale kiedy już ruszyłem dupe, to widok tatr zalanych księżycowym blaskiem powalił mnie na kolana… Przedstawiam więc marną namiastkę tego co zobaczyłem letnią nocą ze Stołowego, z domu Skupniów-Stoseli.

07
wrz
11

Dawno temu nad morzem

Dawno temu – wczoraj, a może przed 20 laty – sam już nie wiem kiedy to było… Wspomnienia, tysiące obrazów, tych, które wciąż w sercu mam. W westchnieniu chwila zaklęta, mogłaby wieczność trwać. Nikt tego dziś już nie pamięta…
Cypel półwyspu helskiego, dawno, dawno temu.

15
sie
11

Tatry ze szczytu Ornaku widziane by iPhone

Kolejna górska opowieść zilustrowana “ajfonowymi” obrazkami. To był naprawdę udany dzień. To był naprawdę udany wyjazd. Po dniu spędzonym na Krupówkach i obserwowaniu zdebilałego, mantrycznie przelewającego się, łażącego w te i nazad, w góre i w dół, tłumu, przyszedł czas na góry. Spacer doliną Kościeliską pozbawił mnie złudzeń w kwestii obuwia: wysokie, mocne buty do wędrówek górskich są przereklamowane. Zdaneim zdecydowanej większości społeczeństwa klapki japonki, popularnie zwane stringami na stopy, w Tatry w zupelnosci wystarcza, po co więc przepłacać… Na szczęście cała ta tłuszcza zakończyła swoją przygodę z taternictwem klapkowym w schronisku na Hali Ornak, skąd my, jak te głupki, bezmyślnie ruszyliśmy w wysokie góry. I warto było… co prawda podejście pod Ornak ze schroniska na hali wydaje się być niekończącą się ścieżką tysiąca stopni, ale panoramy tatr wysokich i zachodnich rozpościerające się ze szczytu warte były każdej wylanej kropli potu.

Powrót do cywilizacji via Dolina Chochołowska, którą pomknęliśmy na złamanie karku na pożyczonych za jedyne 10 zeta rowerach, których stan ram, a przede wszystim hamulców pozostawiał wiele do życzenia, ale dzięki którym zaoszczędziliśmy dobre półtorej godziny nudnego marszu po asfalcie.

Na zdjęciach oczywiście Tatry moje ukochane, ale przede wszystkim dwie przeurocze i przesympatyczne towarzyszki wędrówki, sprawczynie całego pomysłu – Kasia i Dominika.

I ostatni rzut oka na rycerza, co to mu sie od setek lat dupy nie chce z miejsca ruszyc… i do domu.

03
lip
11

Cmentarz na Pęksowym Brzyzku by iPhone

Była fantastyczna pogoda na fotografowanie. Szaro, deszczowo, mokro… Zalana deszczem, rozgrzana ziemia parowała, otulając figury nagrobne mgłą mistycyzmu i tajemniczości. Niestety – podniosłej atmosfery miejsca ani niepowtarzalnej okazji zrobienia naprawdę ładnych fotografii nie czuła bateria w telefonie, która po zaledwie kilku klatkach odmówiła współpracy i pozbawiając mnie i was, szanowni czytelnicy, okazji do fotograficznego spaceru po zakopiańskiej nekropolii…

10
kwi
11

Śnieżne Kotły by iPhone czyli ja pierdykam, ale pizga!!!

Niepomni na zapowiadaną w tivi straszliwą wichurę (wiać miało prawie 140 na godzinę) w sobotę skoro świt wyruszyliśmy w Karkonosze. I bardzo dobrze, bo telewizja łże. Że duło okrutnie to fakt – ale bez przesady – nie 140 na godzinę. Najgorzej było właśnie przy Śnieżnych Kotłach – tam w pewnym momencie na czterech oddalałem się od krawędzi – bałem się, że mnie zdmuchnie – i autentycznie się przestraszyłem.
Przy okazji. Spaliśmy w schronisku na Szrenicy. I śmiało mogę powiedzieć, że jest to chyba najfajniesze schronisko w Karkonoszach. We wszystkich aspektach. Czyste, schludne, z wyremontowanymi toaletami, z przemiłą panią zarządzającą, którą najserdeczniej, w imieniu całej naszej szóstki, pozdrawiam. Rozsądne ceny, porządne porcje zamawianego jedzenia i legendarne naleśniki z jagodami, pyszna kawa i naprawdę miła obsługa – wszystko to stawia to schronisko na pierwszym miejscu naszej listy karkonoskich schronisk.

13
gru
10

Mokry Kraków

Wystarczyło trochę ponad trzy godziny, żeby w sobotni wieczór znaleźć się na Kazimierzu, w Krakowie, gdzie zadowoleni, uśmiechnięci, z każdą godziną coraz bardziej wylewni ludzie tłoczyli się w małych knajpkach upchanych w obskurnych kamienicach. Im później w noc, tym bardziej wylewność zmieni się w agresję, rozbawione oczy podejdą krwią i ulica Estery spłynie treścią żołądkową wszystkich nacji Europy. Do Krakowa już dawno nie jeździ się szukać spokoju i wytchnienia, tchnienia kultury i powiewu wielkiego świata. Do Krakowa jeździ się na imprezę.

Śniadanie na oszklonym patio “Kolorów” powoli tłumi niemożliwy do zniesienia syndrom dnia poprzedniego – niechybny znak, że wieczór był wyjątkowo udany, godny miejsca. Bułka “watka” i zamarznięta na kość kosteczka masła – zemsta wszystkich hotelarzy świata. Ser, powidła, wędlina. Pozbawione funkcji życiowych kubki smakowe zdają się wracać do formy. Kawa w Alchemii, wielki sagan grzanego wina przyprawionego goździkami i ćwiatką pomarańczy… zawsze ten sam scenariusz. “…30 sekund dzieli jedną od drugiej szklaneczki…” Mózg zaczyna pracować. Znika klamra mieżdżąca skronie. Wielki kawał czekoladowo-wiśniowego tortu przywraca mnie społeczeństwu. Gotów jestem wyjść. Na deszcz, błoto, breję.. 4 godziny po przebudzeniu zaczynam odczuwać potrzebę powietrza.

Kraków płynie błotem i breją pośniegową. W radio zapowiadali intensywne opady śniegu, zawieje i trzaskający mróz. Jeśli jednak tego dnia coś trzasnęło to niestety – tylko prognoza i zamiast tego mamy szary, deszczowy Rynek, jarmark świąteczny, zziębnietych turystów szukających schronienia w Sukiennichach… grupka dziewcząt śpiewa amerykańskie kolędy – co za ironia. Między Silent Night a Jingle bells wplata się niespodziewanie strażak z Kościoła Mariackiego… ratunku!!!! Trzeba wracać!!!

01
lis
10

Zamek Grodziec


07
paź
10

Czarodziejska chata

Ostatnich kilka dni to intensywna praca w Czarodziejskiej chacie – gdzie fotografowaliśmy jedzenie i wnętrza. W odpowiedzi na liczne pytania dotyczące Czarodziejskiej Chaty informuję, że:

1. Czarodziejska chata znajduje się w Jedlinie, tuż obok całorocznego toru saneczkowego i parków linowych.
2. Jeszcze nie jest czynna – oficjalne otwarcie ma być w tę (9.10.2010 r.) sobotę,
3. Jedzenie naprawdę jest tam wyśmienite – moim zdaniem przykrywa czapką WSZYSTKIE knajpy w okolicy,
4. Szacowane ceny są bardzo przyzwoite – chyba na kieszeń każdego, kto myśli o tym żeby wyjść na obiad do knajpy…





Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.